Cytaty na temat zakopywać

Zbiór cytatów na temat zakopywać, oko, zostać.

Cytaty na temat zakopywać

„Żeby zrobić zbliżenia lwów skonstruowałem zdalnie sterowaną kamerę, która była wkładana między te „krwiożercze” bestie. Zakopywaliśmy ją na arenie, bądź wieszaliśmy ją na specjalnym wysięgniku. Dzięki zastosowaniu takiej techniki w niektórych ujęciach mamy na ekranie wielkie łapska lwów i ich przerażające pyski, które jakby zaglądają w oczy rzuconym na pożarcie chrześcijanom. Ja mam zresztą szereg wynalazków, które ułatwiają robienie zdjęć. Są one bardzo proste, a zarazem pomagają uniknąć specjalnych technik komputerowych, które są oczywiście wspaniałym wynalazkiem i stanowią obecnie część języka filmowego, ale nadużywane stają się nie do zniesienia. Ja na przykład za nimi nie przepadam. Uważam, że film należy cofnąć do sposobu myślenia twórców z lat międzywojennych. To był sposób patrzenia i opowiadania historii przy pomocy kamery, obrazem. Bazowało to na pewnym autentyzmie i wolne było od efektów komputerowych, które z jednej strony są efektowne plastycznie, a z drugiej totalnie absurdalne i abstrakcyjne.”

Andrzej J. Jaroszewicz (1938) polski operator filmowy

o realizacji filmu Quo vadis. <br class="br">Źródło: Grzegorz Wojtowicz, Specjalnie dla Stopklatki - Krzysztof Szmagier i Andrzej J. Jaroszewicz, twórcy filmu „Quo Vadis”, stopklatka.pl, 29 października 2000 http://www.stopklatka.pl/wywiady/wywiad.asp?wi=1166

Zdzisław Peszkowski Fotografia

„Jej narzeczony był ogromnym mężczyzną – taki miś olbrzymiego wzrostu, barczysty i potężny, ale odnoszący się do niej z ogromną subtelnością. Tę delikatną dziewczynę gorąco pokochał. Kiedyś stali oboje razem. Zaczęło się bombardowanie. Ona się wyrwała, zaczęła uciekać i została trafiona – na jego oczach. Jakiś podmuch zdarł z niej całe ubranie. W szpitalu na Mokotowskiej w kostnicy, wśród kilkunastu trupów, zobaczyłyśmy jej ciało. Leżała tylko w białej koszulce, całej we krwi. To było wzruszające i wstrząsające. Jej narzeczony chciał koniecznie zrobić dla niej trumnę. Trumien już od dawna nie było, większość wydobytych spod gruzów zwłok po prostu zakopywano w ziemi. Ale on zdobył jakieś deski, zbił proste pudło i gdzieś za ulicą Wiejską mieliśmy ją pochować. Trzeba było iść dość daleko, przejść przez cały Plac Trzech Krzyży, w okolicy Instytutu Głuchoniemych. (Wtedy to zobaczyłam zniszczoną moją szkołę Królowej Jadwigi). Narzeczony Wandzi sam wykopał grób, złożył ją do „trumny”, szlochał jak dziecko, a jego łzy padały na ciało Wandzi. Ponieważ co chwilę był nalot, chcieliśmy jak najszybciej zakończyć ten pogrzeb. Tymczasem on ukląkł, złożył całe dłonie jak przy pacierzu i modlił się serdecznie. Wandzia leżała słodko uśmiechnięta, spokojna, uroczo dziecinna, drobniutka w tej swojej koszulce, prawie naga, calutka we krwi. Była jak polski sztandar: biała koszulka i czerwona krew… Nie było księdza, więc my prowadziłyśmy modlitwy – jej narzeczony modlitwę. Potem nakrył swą skrzynkę jakąś deską, rzuciliśmy troszkę ziemi, on sam grób zakopał, usypał kopczyk i postawił krzyż, który wystrugał z odpowiadał. Gdy skończyłyśmy się modlić, on jeszcze zaczął „Pod Twoją obronę” i gdy łkającym głosem mówił, wszyscy płakaliśmy i tak łkając kończyliśmy patyków. Było coś wstrząsającego w żałobie tego olbrzymiego mężczyzny. A myśmy stały, jak zawsze zdumione, że jeszcze żyjemy. Inni odchodzą, a my zostajemy, nawet żadna z nas nie jest ranna.”

Maria Okońska (1920–2013)

Źródło: Maria Okońska Wspomnienie z Powstania Warszawskiego, op. cit., s. 124–125.

Lucyna Winnicka Fotografia
Jacques Tati Fotografia
John Maynard Keynes Fotografia