Cytaty na temat krawat

Zbiór cytatów na temat krawat.

Pokrewne tematy

Razem 19 cytatów:


Dariusz Rosati Fotografia

„To był profesor starej daty. Nosił muszkę, nie krawat, był takim przedwojennym dżentelmenem. Cieszył się dużym respektem i szacunkiem, ze względu na pozycję zawodową i kulturę osobistą.“

—  Dariusz Rosati polski ekonomista i polityk 1946

o Krzysztofie Skubiszewskim
Źródło: Pierwszy szef dyplomacji III Rzeczpospolitej nie żyje, tvn24.pl, 8 lutego 2010 http://www.tvn24.pl/-1,1642155,0,1,pierwszy-szef-dyplomacji-iii-rzeczpospolitej-nie-zyje,wiadomosc.html

Ras Luta Fotografia
Krzysztof Rybiński Fotografia

„Moim zdaniem to jest niemożliwe. Polacy, wybierając do Sejmu, Senatu, nie kierują się programem wyborczym, tylko kierują się tym, kto się ładniej uśmiecha, kto ma znane nazwisko albo lepiej zawiązany krawat. No to będą krawaciarze w Sejmie, a nie mądrzy ludzie. Trudno, takie życie, taki kraj.“

—  Krzysztof Rybiński ekonomista polski 1967

Odpowiedź na pytanie czy Obywatele do Senatu to początek drogi Rafała Dutkiewicza do stanowiska prezydenta Polski.
Źródło: rmf24.pl http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/wywiady/kontrwywiad/news-rybinski-ida-trudne-czasy-kryzys-dotrze-do-nas-w-2013-roku,nId,383187, 31 października 2011

Bogusław Kaczyński Fotografia
Marek Edelman Fotografia

„Eksy [akcje konfiskowania majątku bogatszym mieszkańcom getta] to jest w ogóle rzecz uboczna – sposób zdobycia pieniędzy potrzebnych na zakup broni. Eksy nie były naszą ideologią. Ideologią było zupełnie co innego – mieć broń.(…) Jak zabiliśmy jednego, bo nie chciał płacić na ŻOB, to nie dlatego, że akurat na niego zagięliśmy parol. Przecież takich, którzy nie chcieli płacić, było wielu. Tyle że on był gorszy od reszty i należało mu się także z innych powodów. Po prostu nie był najprzyzwoitszym człowiekiem. Wszystko jedno: nie chciał dać pieniędzy, więc zagroziliśmy: jak nie dasz do czwartej, to cię zabijemy. Nie wierzył i powiedział, że sobie gwiżdże na nas, bo ma chody w policji żydowskiej czy u Niemców. No tośmy przyszli i go zabili. Jak wieść o tym się rozeszła, już nie było w ogóle kwestii, żeby ktoś nam odmówił. Zaczęliśmy rządzić tym miastem. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi było pod naszą władzą – co powiedzieliśmy, to szło jak po maśle. (…) Ale w getcie też byli łapserdaccy, którzy mieli pieniądze. Nawet grali nocami w ruletkę. Kiedyś zrobiliśmy eksy na takie nielegalne kasyno gry i ktoś z naszych wziął takiego gracza za krawat. A wtedy ze szpilek do krawata zaczęły się sypać brylanty. Garściami je zgarnialiśmy. Tyle że myśmy potem nie umieli tego dobrze zhandlować. Oczywiście, wielki napad na Bank Polski w Warszawie, gdzie zabrano miliony czy miliardy, już tam nie wiem, był także politycznym ciosem w okupanta [W listopadzie 1942 oddział komunistycznej Gwardii Ludowej napadł na centralę Komunalnej Kasy Oszczędnościowej w Warszawie – WB, KB].“

—  Marek Edelman przywódca powstania w getcie warszawskim, lekarz, działacz polityczny 1922 - 2009

Ale eksy człowieka, który siedzi w domu i ma te 10 czy 100 tysięcy złotych, a podziemie mu zabiera 5 tysięcy, to jest w ogóle bez znaczenia w tej sprawie. Istotne jest, czy za to się kupuje broń, czy za to się pije wódkę. Jak się nie pije wódki, a kupuje się broń, to społeczeństwo jest z tobą i w ogóle nie zauważa, że coś takiego się dzieje.
Źródło: s. 153–154.

Leopold Tyrmand Fotografia

„Żyjemy tu, w Warszawie życiem tramwajowym. Znaczy to, że w naszej warszawskiej epoce tramwaj wzniósł się do roli symbolu. Oczywiście tramwaj wyraża miejską jednostkę komunikacyjną, taką samą jak trolejbus czy autobus. Mówi się: żyjemy życiem takim czy innym, wtedy gdy życie owo dobywa z człowieka jego najistotniejsze cechy. Czyli że w zetknięciu z nim człowiek objawia się w całej okazałości. Przepełniony irracjonalnie tramwaj warszawski stanowi doskonały odczynnik, przekonujemy się w nim codziennie, jacy jesteśmy i jak bardzo żyjemy życiem tramwajowym. W chwili gdy najbliższy bliźni demoluje nam śledzionę, unicestwia czar dopiero co kupionego płaszcza, niweczy z trudem przyszyte guziki, gasi brutalnie przepiękny połysk żarliwie wyczyszczonych butów, gniecie na miazgę wiezione dla dzieci ciastka, uśmiecha się przepraszająco, pakując nam w usta rękaw od kurtki, w której przed chwilą czyścił kominy lub wypakowywał stare śledzie – w takiej chwili, powtarzam, instynkty, jak działa żaglowej fregaty, wysuwają się groźnie z burt naszych dusz. Wtedy dopiero spostrzegamy z przerażeniem, jacy potrafimy być pierwotni, dzicy, egoistyczni, kłótliwi, nietolerancyjni, zaślepieni, krótkowzroczni. Z drugiej strony – ileż wspaniałych wartości dostrzegamy naraz w życiu, gdy uda nam się wepchnąć jako ostatni do rozchodzącego się w szwach autobusu, gdy przygodny sąsiad, wisząc na stopniu, odstąpi nam trzy centymetry kwadratowe miejsca, akurat tyle, by postawić na nich szpic buta, gdy złapany rozpaczliwie za krawat ten, który już do połowy tkwi w środku, uśmiechnie się bez pretensji i przygnie nas mocnym ramieniem, gdy wreszcie starsza pani, której, prąc ku wyjściu, strąciliśmy kapelusz, porwali w strzępy gazety i wgnietli całą zawartość siatki z masłem, jajami i marmoladą w biust, uśmiechnie się z tramwajową melancholią i powie smutne, lecz przebaczające: – Nie szkodzi…“

—  Leopold Tyrmand, książka Zły

Wtedy widzimy, jak dalece potrafimy być solidarni, wyrozumiali, ludzcy i coś ciepłego rozpływa się nam jak słodka, rozgrzana czekolada koło serca. Nic nie wzbudza w nas tak nieprzytomnej złości i bezmyślnej chęci awantur, jak niekończące się wyczekiwanie na wypchane ludźmi trolejbusy, do których nie można się dostać, jak tępota, brutalności i nieuprzejmość w tramwaju, o nic nie będziemy się sprzeczać i kłócić tak namiętnie, jak o grubiaństwa współpasażerów i bezduszną wrogość konduktorów. Ale też nic nie wzbudza w nas takiego uczucia zadowolenia, satysfakcji i wygody, jak widok wyczekiwanego numeru na ulicznym horyzoncie i stwierdzenie, że znajdziemy w nim miejsce siedzące. Tramwaj wyzwala w nas dziś w Warszawie cenną bezpośredniość przeżywania i dlatego żyjemy tu, w Warszawie życiem tramwajowym.
Zły

Krzysztof Zanussi Fotografia
Paulo Coelho Fotografia

Help us translate English quotes

Discover interesting quotes and translate them.

Start translating

„To nie jest prezent od związku. Każdy musiał go sobie sam kupić. Wystąpimy w naszych krawatach podczas pierwszego posiedzenia.“

—  Tadeusz Wojtkowiak polski polityk 1952

o biało-czerwonym krawacie.
Źródło: Tadeusz Wojtkowiak - nowa twarz w Sejmie, naszemiasto.pl, 5 października 2001 http://srem.naszemiasto.pl/archiwum/200711,tadeusz-wojtkowiak-nowa-twarz-w-sejmie,id,t.html

Sebastian Cybulski Fotografia

„(…) na co dzień nie chodzę w garniturze pod krawatem i nie jeżdżę mercedesem… To chyba najbardziej ludzi zaskakuje. Słyszę: „To pan? Taki zarośnięty?”. Wtedy tłumaczę, że tak właśnie działa magia ekranu.“

—  Sebastian Cybulski aktor polski 1982

Źródło: 500xBARWY: „Od złego do dobrego”. Wywiad z Sebastianem Cybulskim, 25 listopada 2010 http://www.barwyszczescia.pl/15499/500xbarwy-od-zlego-do-dobrego.html

Marieta Żukowska Fotografia

„Szczerze powiedziawszy, te wszystkie anegdoty o ucinaniu krawatów i zaskoczeniu komisji można wrzucić do kosza.“

—  Marieta Żukowska aktorka polska 1982

o zdawaniu do szkoły aktorskiej.
Źródło: Intuicja i pierwiastek Boga – wywiad z Marietą Żukowską http://www.m-jak-milosc.pl/Wywiady/2142/Intuicja-i-pierwiastek-Boga-wywiad-z-Marieta-Zukowska.html

Witold Gombrowicz Fotografia
Włodzimierz Szaranowicz Fotografia
Jacek Kuroń Fotografia

„Nie ubiegałem się też i nie ubiegam o jakąkolwiek schedę po Dejmku. Jedyna rzecz materialna, którą po nim mam, to krawat, który udało mi się ukraść. Zwykły krawat.“

—  Piotr Dejmek polski aktor i producent filmowy 1953 - 2010

o ojcu.
Źródło: „Rzeczpospolita”, 4 lutego 2008 http://www.teatry.art.pl/!rozmowy/dnitpb.htm

Francis Scott Fitzgerald Fotografia

„Kiedy kupuje krawat, zawsze pyta, czy kolor puszcza od dżinu.“

—  Francis Scott Fitzgerald amerykański pisarz 1896 - 1940

Źródło: Księga toastów i humoru biesiadnego, wybór i oprac. Leszek Bubel, wyd. „Zamek”, Warszawa 1995, s. 151.

Leopold Tyrmand Fotografia

„Żyjemy tu, w Warszawie życiem tramwajowym. Znaczy to, że w naszej warszawskiej epoce tramwaj wzniósł się do roli symbolu. Oczywiście tramwaj wyraża miejską jednostkę komunikacyjną, taką samą jak trolejbus czy autobus. Mówi się: żyjemy życiem takim czy innym, wtedy gdy życie owo dobywa z człowieka jego najistotniejsze cechy. Czyli że w zetknięciu z nim człowiek objawia się w całej okazałości. Przepełniony irracjonalnie tramwaj warszawski stanowi doskonały odczynnik, przekonujemy się w nim codziennie, jacy jesteśmy i jak bardzo żyjemy życiem tramwajowym. W chwili gdy najbliższy bliźni demoluje nam śledzionę, unicestwia czar dopiero co kupionego płaszcza, niweczy z trudem przyszyte guziki, gasi brutalnie przepiękny połysk żarliwie wyczyszczonych butów, gniecie na miazgę wiezione dla dzieci ciastka, uśmiecha się przepraszająco, pakując nam w usta rękaw od kurtki, w której przed chwilą czyścił kominy lub wypakowywał stare śledzie – w takiej chwili, powtarzam, instynkty, jak działa żaglowej fregaty, wysuwają się groźnie z burt naszych dusz. Wtedy dopiero spostrzegamy z przerażeniem, jacy potrafimy być pierwotni, dzicy, egoistyczni, kłótliwi, nietolerancyjni, zaślepieni, krótkowzroczni. Z drugiej strony – ileż wspaniałych wartości dostrzegamy naraz w życiu, gdy uda nam się wepchnąć jako ostatni do rozchodzącego się w szwach autobusu, gdy przygodny sąsiad, wisząc na stopniu, odstąpi nam trzy centymetry kwadratowe miejsca, akurat tyle, by postawić na nich szpic buta, gdy złapany rozpaczliwie za krawat ten, który już do połowy tkwi w środku, uśmiechnie się bez pretensji i przygnie nas mocnym ramieniem, gdy wreszcie starsza pani, której, prąc ku wyjściu, strąciliśmy kapelusz, porwali w strzępy gazety i wgnietli całą zawartość siatki z masłem, jajami i marmoladą w biust, uśmiechnie się z tramwajową melancholią i powie smutne, lecz przebaczające: – Nie szkodzi… – Wtedy widzimy, jak dalece potrafimy być solidarni, wyrozumiali, ludzcy i coś ciepłego rozpływa się nam jak słodka, rozgrzana czekolada koło serca. Nic nie wzbudza w nas tak nieprzytomnej złości i bezmyślnej chęci awantur, jak niekończące się wyczekiwanie na wypchane ludźmi trolejbusy, do których nie można się dostać, jak tępota, brutalności i nieuprzejmość w tramwaju, o nic nie będziemy się sprzeczać i kłócić tak namiętnie, jak o grubiaństwa współpasażerów i bezduszną wrogość konduktorów. Ale też nic nie wzbudza w nas takiego uczucia zadowolenia, satysfakcji i wygody, jak widok wyczekiwanego numeru na ulicznym horyzoncie i stwierdzenie, że znajdziemy w nim miejsce siedzące. Tramwaj wyzwala w nas dziś w Warszawie cenną bezpośredniość przeżywania i dlatego żyjemy tu, w Warszawie życiem tramwajowym.“

—  Leopold Tyrmand, książka Zły

Zły