„To nie jest fajka.“

Ceci n’est pas une pipe. (fr.)
Źródło: podpis pod namalowaną fajką na obrazie Zdradliwość obrazów, 1929

Tematy
fajka
René Magritte Fotografia
René Magritte2
malarz belgijski 1898 - 1967

Podobne cytaty

James May Fotografia

„Diesel cabrio jest jak supermodelka paląca fajkę.“

—  James May brytyjski dziennikarz, prezenter telewizyjny 1963

o Audi A4 Convertible.

Guillaume Apollinaire Fotografia

„Malować można czym się chce, fajkami, znaczkami pocztowymi, świecznikami, kawałkami ceraty.“

—  Guillaume Apollinaire francuski poeta 1880 - 1918

Źródło: Maria Rzepińska, Siedem wieków malarstwa europejskiego, wyd. II, popr., Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1986, s. 7.

Whitney Houston Fotografia

„Nie kupowaliśmy tanich narkotyków. Nie paliliśmy też kokainy w fajkach, ale mieszaliśmy ją z marihuaną i robiliśmy skręty.“

—  Whitney Houston amerykańska piosenkarka 1963 - 2012

Źródło: wywiad Opry Winfrey, cyt. za: Whitney Houston o narkotykach, 15 września 2009 http://muzyka.interia.pl/pop/news/whitney-houston-o-narkotykach,1368188,50

Irvine Welsh Fotografia
Jerzy Szaniawski Fotografia
Bruno Jasieński Fotografia
Edward Bulwer-Lytton Fotografia
Donguralesko Fotografia
Ławrientij Beria Fotografia

„Beria:' Czy znaleźliście fajkę?
'Stalin:' Tak. Znalazłem ją pod kanapą.
'Beria:' To niemożliwe! Trzech ludzi przyznało się do kradzieży!“

—  Ławrientij Beria radziecki działacz komunistyczny, szef NKWD 1899 - 1953

telefon Berii do Stalina, po tym jak ten ostatni zgubił swoją ulubioną fajkę. Relacja samego Koby, ale bez wiarygodnego potwierdzenia.
Cytaty przypisywane

Julio Cortázar Fotografia
Ziemowit Szczerek Fotografia
Jan Gondowicz Fotografia
José Antonio Cotrina Fotografia
Jacek Braciak Fotografia
Wieniedikt Jerofiejew Fotografia

„Co się tyczy [paryskich] bulwarów, to w ogóle nie można po nich chodzić. Wszyscy zasuwają z burdelu do kliniki, a z kliniki z powrotem do burdelu. A dokoła jest tyle trypra, że ledwie można złapać dech. Kiedyś wypiłem trochę i poszedłem Polami Elizejskimi - a dokoła było tyle trypra, że ledwie powłóczyłem nogami. Zobaczyłem dwoje znajomych: on i ona, oboje jedzą kasztany, bardzo starzy oboje. Gdzieś ich już widziałem? W gazetach? Nie pamiętam, ale poznałem: Louis Aragon i Elsa Triolet. "Ciekawe - błysnęła mi myśl - skąd idą: z kliniki do burdelu czy z burdelu do kliniki?" I sam sobie przerwałem: "Wstydziłbyś się. Jesteś w Paryżu, a nie w Chrapuszowie. Zadaj im lepiej pytania o sprawy społeczne, o najbardziej palące sprawy."
Doganiam Louisa Aragona i zaczynam mówić, otwierając przed nim serce. Mówię, że jestem zdesperowany, ale nie mam najmniejszych wątpliwości, że umieram od nadmiaru węwnętrznych sprzeczności, i dużo różnych takich. A on spogląda na mnie, salutuje mi jak stary weteran, bierze swą Elsę pod rękę i idzie dalej. Ja znów ich doganiam i zwracam się tym razem już nie do Louisa, lecz do Triolet. Mówię, że umieram na brak wrażeń, że gdy przestaję rozpaczać, ogarniają mnie wątpliwości, gdy tymczasem w chwilach rozpaczy w nic nie wątpiłem… A ona tymczasem, jak stara kurwa, poklepała mnie po policzku, wzięła pod rączkę swojego Aragona i poszła dalej.
Potem, rzecz jasna, dowiedziałem się z prasy, że to wcale nie byli oni, tylko Jean-Paul Sartre i Simone de Baeuvoir, ale jaka to teraz dla mnie różnica! Poszedłem do Notre-Dame i wynająłem tam mansardę. Mansarda, facjatka, oficyna, antresola, strych - ciągle to wszystko mylę i nie widzę różnicy. Krótko mówiąc, wynająłem miejsce, w którym można leżeć, pisać i palić fajkę. Wypaliłem dwanaście fajek i odesłałem do "Revue de Paris" mój esej pod francuskim tytułem "Szyk i blask - immer elegant". Esej na temat miłości.
A wiecie przecież, jak trudno jest we Francji pisać o miłości. Dlatego że wszystko, co dotyczy miłości, zostało już we Francji dawno napisane. Tam wiedzą o miłości wszystko, a u nas nic. Spróbujcie u nas komuś ze średnim wykształceniem pokazać twardy szankier i zapytać: "Jaki to szankier, twardy czy miękki!" - na pewno strzeli: "Jasne, że miękki." A jak zobaczy miękki, to już zupełnie straci orientację. A tam - nie. Tam mogą nie wiedzieć, ile kosztuje dziurawcówka, ale jeśli już szankier jest miękki, to będzie takim dla każdego i nikt go nie nazwie twardym…
Krótko mówiąc, "Revue de Paris" zwróciło mi esej pod pretekstem, że został napisany po rosyjsku, a francuski był tylko tytuł. Wypaliłem więc na antresoli jeszcze trzynaście fajek i stworzyłem nowy esej, również poświęcony miłości. Tym razem cały tekst od początku do końca był napisany po francusku, a rosyjski był jedynie tytuł: "Skurwysyństwo jako najwyższe i ostatnie stadium kurestwa." I posłałem tekst do "Revue de Paris".
[Znów mi go zwrócili. ] Styl, powiedzieli, znakomity, natomiast główna myśl - fałszywa. Być może, powiedzieli, da się to zastosować do warunków rosyjskich, ale nie francuskich. Skurwysyństwo, powiedzieli, wcale nie jest u nas stadium najwyższym i bynajmniej nie ostatnim. U was, Rosjan, powiedzieli, kurestwo, które osiągnie granice skurwysyństwa, zostanie przymusowo zlikwidowane i zastąpione przez programowy onanizm. Natomiast u nas, Francuzów, nie jest wprawdzie w przyszłości wykluczone organiczne zrastanie się pewnych elementów rosyjskiego onanizmu, potraktowanego bardziej swobodnie - z naszą ojczystą sodomią, będącą efektem transformacji skurwysyństwa za pośrednictwem kazirodztwa; jednakże owo zrastanie się nastąpi na gruncie naszego tradycyjnego kurestwa, mając charakter absolutnie permanentny.“

—  Wieniedikt Jerofiejew, książka Moskwa-Pietuszki

Moscow to the End of the Line