„Większym narcyzem był tylko "Baranina", Jeremiasz Barański. To dopiero był nygus! W PRL pracował dla SB, a po upadku Muru - dla wojskówki. Miał wygląd księcia i charakterek bestialskiego zbira, nie cofał się przed żadną zbrodnią. Ustawiliśmy go w Wiedniu i załatwiliśmy immunitet, więc… Tak, został konsulem honorowym Liberii na Słowacji, pani Krystyno. (…) poczuł się królem, faraonem półświatka europejskiego, półbogiem, któremu wszystko wolno, zrywał się ze smyczy. W 1999 samowolnie rozwalił kliku bandziorów wewnątrz warszawskiej restauracji "Gama". Dostał nagrodę, lecz uważał, że jest już niedotykalny, gdyż przyznano mu austriackie obywatelstwo… Miarka się przebrała, kiedy w 2001 roku kazał rąbnąć ministra Jacka Dębskiego, który był moim człowiekiem. Aresztowano za to "Baraninę" w Wiedniu, a jego "cyngla", o ksywce "Tadzio", w Warszawie, i obaj w swych celach popełnili "samobójstwa".”Jeremiasz Barański